hejka odklejka zaklejka!

   Witam Kochani!

Pada. Każdy zauważył na bank-pada a od czasu do czasu taka zlewa, że  siedząc w pokoju przy kompie(pracka pracka)-mam muzykę zastepczą -deszcz w rynnach przetykany świergotami wróbleńców no i wilga daje czadu! Ta artycha jak zacznie trelić morelić i swoje "zofijo" wyśpiewywać to mam wrażenie, że słota potrwa z miesiąc! A naprawdę byłoby to dużo za dużo jak na mój ogród i wszystko.

   Niewatpliwie drzewa sie radują, porzeczki, mój młody owies(miejscami już żółkł), trawa (weźmie sie za rośnięcie konkretne i dużo pierwszego sianka będzie)...Z drugiej strony psy smętnie siedzą w budach koty chowają sie w oborze ,krów nie wyganiam i stoją na sianie i osypce-bo mokro i leje a wiadomo jedna po ocieleniu-nie przeziębić wymienia, druga tuż tuż przed ( czekam już i czekam-2 dni po terminie -a ona nic opycha się smakowitościami co jej pod nos podstawiam i ma w nosie cielenie)-więc także moczenie i marznięcie odpada.  Nawet konie jeden dzień mokły na pastwisku pod lasem a dziś nie wyganialiśmy daleko bo leje...niech stoją w suchym.

   Kwiatki na parapetach w skrzynkach już sobie rosną! Zimną Zośkę przetrwaliśmy, przymrozki nas oszczędziły, ale tego dnia co było najzimniej to jak wyganialiśmy po 5tej konie-trawy miały taka perłową rosę-zupełnie jak mróz-no ślicznie było i mokro. Piękny ten krótki czas gdy ledwo przebudzony dzień obmywa oczy w rosie, zawsze przesypiałam ten czas -no może oprócz wypadów na grzyby bo wtedy raniuchno sie zrywało-a teraz dzięki konikom-cały sezon pastwiskowy patrzę sobie na te przepiękne poranki:)

   Nie pisałam bo miałam kłopot z cielakiem. Przecinek-cielaczek naprawdę słabowinka, i wizyt weterynarzy było kilka..Leki zastrzyki antybiotyki-jakoś mnie zapętlili w tych medykamentach, a źle że człowiek jednak tak ślepo w jedną stronę patrzy..Ale podzwoniłam do mojego znajomego z Mazur i eureka-proste rzeczy są najłatwiejsze -leki-odstawiłam, wziełam te z apteki ogólnodostępnej-zioła i kawę zbożową i wreszcie jest efekt . Cielak nie ma biegunki, ja przy nim nie czuwam, unormowało się uf uf, ale dopóki go nie sprzedam nie odetchnę, zatem rośnij nasz Pzrecineczku raz dwa -bo wiadomo naszym węgielkiem na zimę jesteś i taki to już los takich muczących smarkaczy. 

   Ogród męczę po kawałku: po jednej 2 grządki na dzień, zależy jakie dodatkowe prace sie wyklują, tyle ile czasu zostanie to coś posieję na ogrodzie. Fasolka chyba nie zejdzie  w takie mokrzysko, ale reszta marchewek, pietruszek i koperków już jest, łądnie znaczą sie rządki i jak tylko troszkę się pogoda ustali trzeba machać graczką bo potem mi zarośnie badylskiem.

   Powinnam iść do lekarza-na mammografie nawet się troszkę dowiadywałam jak z córką byłam u dermatologa ale jak sie okazało to badanie płatne i nikt nie chce go robić bo zapłaci-"ładnie bym sie tłumaczyła u szefa jak bym panią na mammografię wysłała a to nie moja choroba!", no tak tylko moja:)  Ale  tak to jest, muszę ogarnąć wszystko w domu , popracowac żeby podgonić comiesięczne klikanie i spróbuję udać się do naszego rodzinnego...Aczkolwiek już usłyszałam że jestem za młoda na takie badanie z urzędu bo to po piędziesiątce się kwalifikuje na ustawowe darmowe. Nie cierpię chorować-ale kto lubi?

  Żeby jakoś optymistyczniej zakończyć- mamy nową mieszkankę podwórka-albo może tylko stałą bywalczynię:) To siwa pliszka-jaka ona jest śliczna! No szara jak nazwa wskazuje i czarna i bieluśka , jaki to śmieszny ptaszek jest i jaki ciekawski, najcześciej widze ją koło Haska(psinki naszej), łapie okruszki chleba, i wybiera jakieś gąsiennice z wierzby-takie zielone paskudy, może gnieździ sie na sadku? Fajnie by było , wróble i sikory to norma a taka pliszka to nowy gość. Sadek mam zarośniety pokrzywami...ale ptakom to chyba nie przeszkadza, pokrzywy majowe ścinamy i siekamy  a zimą jest to dobry sposób na rozgrzewanie kurzych brzuszków.

  Pić kawę i zajrzeć do krowy-przecież musi się w końcu ocielić:)